Przejdź do treści

Lejek sprzedażowy w social media – od pierwszego zetknięcia do zakupu

Lejek sprzedażowy w social media – od pierwszego zetknięcia do zakupu

Najczęstsze rozczarowanie w social media brzmi tak: „publikujemy oferty, a nikt nie kupuje". Problem nie w ofercie, tylko w założeniu, że obcy człowiek zobaczy post i od razu wyciągnie kartę. Tak się nie dzieje prawie nigdy. Między pierwszym zetknięciem z marką a zakupem jest droga – lejek – i marketing, który tę drogę ignoruje, sprzedaje tylko tym nielicznym, którzy akurat byli gotowi. Reszta odpada, bo nikt ich przez tę drogę nie przeprowadził.

Dlaczego nikt nie kupuje od razu

Zakup to zaufanie, a zaufanie potrzebuje czasu. Ktoś, kto widzi Twoją markę pierwszy raz, nie wie, kim jesteś, czy jesteś wiarygodny i czy Twój produkt rozwiąże jego problem. Wrzucenie mu od razu „kup teraz" jest jak oświadczyny na pierwszej randce – przedwczesne i odpychające. Większość ludzi potrzebuje wielu zetknięć z marką, zanim w ogóle rozważy zakup.

Dlatego skuteczny marketing nie próbuje sprzedać od pierwszego kontaktu, tylko prowadzi człowieka przez kolejne etapy gotowości. Najpierw musi go w ogóle poznać, potem zacząć ufać, potem uznać, że ma problem wart rozwiązania, a dopiero na końcu rozważyć konkretnie Twoją ofertę. Każdy z tych etapów wymaga innej treści. Firma, która wrzuca wyłącznie posty sprzedażowe, mówi tylko do tej garstki, która jest już na ostatnim etapie, i marnuje całą resztę odbiorców, którzy mogliby kupić później, gdyby ich poprowadzić. Lejek to po prostu uznanie, że ludzie dojrzewają do zakupu stopniowo.

Góra lejka: żeby Cię w ogóle poznali

Na samej górze są ludzie, którzy Cię jeszcze nie znają. Celem treści na tym etapie nie jest sprzedaż – to byłoby przedwczesne – tylko dotarcie i zwrócenie uwagi właściwych osób. To treść, która odpowiada na szersze pytania i problemy Twojej grupy, przyciąga ją tematem, a nie ofertą, i sprawia, że ktoś po raz pierwszy zauważa, że istniejesz i że mówisz o rzeczach, które go dotyczą.

Kluczowe jest, żeby ta treść docierała do właściwych ludzi, a nie do przypadkowego tłumu. Wielki zasięg wśród osób, które nigdy nie kupią, jest bezwartościowy – lepszy mniejszy zasięg wśród ludzi pasujących do persony. Treść górnego lejka ma więc przyciągać konkretną grupę swoją tematyką, naturalnie odfiltrowując przypadkowych. Na tym etapie mierzysz docieranie i pierwsze zaangażowanie, nie sprzedaż, bo sprzedaż tu jeszcze nie ma prawa się wydarzyć. Błąd polega na ocenianiu treści górnego lejka miarą dolnego – i porzucaniu czegoś, co działa dokładnie tak, jak powinno, tylko na swoim etapie.

Środek lejka: budowanie zaufania

Kiedy ktoś już Cię zna, zaczyna się najważniejszy i najczęściej pomijany etap: budowanie zaufania. To tu człowiek decyduje, czy jesteś wiarygodny i czy warto Cię słuchać. Treść środka lejka pokazuje, że rozumiesz problem głębiej niż konkurencja, że masz wiedzę i że za marką stoją prawdziwi, kompetentni ludzie. To treść, która edukuje, pokazuje kulisy, dzieli się doświadczeniem i odpowiada na obawy.

Ten etap wymaga cierpliwości, bo zaufanie nie powstaje z jednego posta – buduje się przez powtarzalną obecność i konsekwentną wartość. Człowiek, który przez kilka tygodni widzi, że regularnie dostarczasz mu coś przydatnego, zaczyna Ci ufać, zanim cokolwiek od Ciebie kupi. Większość firm przeskakuje ten etap, bo nie widać z niego natychmiastowej sprzedaży, i właśnie dlatego ich lejek się rwie – ludzie poznali markę, ale nie zdążyli jej zaufać, więc oferta trafia w próżnię. Środek lejka to inwestycja, która zwraca się dopiero na dole, ale bez niej dół w ogóle nie zadziała.

Dół lejka: zamiana zaufania w decyzję

Na dole są ludzie, którzy Cię znają, ufają Ci i mają problem, który możesz rozwiązać – brakuje już tylko impulsu do decyzji. Tu treść sprzedażowa jest na miejscu i działa, bo trafia do kogoś przygotowanego. To moment na konkretną ofertę, pokazanie efektów, odpowiedź na ostatnie wątpliwości, dowód w postaci doświadczeń innych klientów, jasne zaproszenie do działania.

Paradoks polega na tym, że sprzedaż na dole lejka jest łatwa właśnie dlatego, że cała ciężka praca została wykonana wcześniej. Kiedy ktoś przeszedł górę i środek, nie trzeba go przekonywać od zera – wystarczy ułatwić mu decyzję i usunąć ostatnie przeszkody. Dlatego firmy, które solidnie obsługują górę i środek, mają na dole wysoką skuteczność przy niewielu sprzedażowych postach. Firmy, które robią tylko dół, męczą się, bo próbują sprzedawać ludziom, którzy ich nie znają i nie ufają. Treść sprzedażowa nie jest zła – jest tylko skuteczna wyłącznie wtedy, gdy ma na czym stanąć.

Najczęstszy błąd: cały lejek to jeden etap

Najczęstszy problem, jaki widzę, to lejek złożony z jednego etapu – firma robi albo same treści wizerunkowe bez żadnej sprzedaży, albo same posty sprzedażowe bez budowania zasięgu i zaufania. W obu przypadkach lejek nie domyka się w pieniądze. Pierwsza firma zbiera sympatię, ale nigdy nie prosi o zakup; druga prosi o zakup ludzi, którzy nie są gotowi.

Zdrowy lejek ma wszystkie trzy warstwy w równowadze: treść, która przyciąga nowych, treść, która buduje zaufanie, i treść, która konwertuje. Proporcje zależą od biznesu, ale żadnej warstwy nie może brakować, bo każda zależy od poprzedniej. Diagnozowanie problemów staje się wtedy proste: jeśli mało nowych ludzi – brakuje góry; jeśli ludzie przychodzą, ale nie ufają – brakuje środka; jeśli ufają, ale nie kupują – brakuje wyraźnej oferty na dole. Patrząc na lejek jako całość, widzisz, gdzie dokładnie się rwie, zamiast ogólnie stwierdzać, że „social media nie działają". Bo zwykle działają – tylko w jednym miejscu jest dziura.

Lejek to nie schemat, to sposób myślenia

Lejek nie jest sztywnym schematem, który trzeba narysować i się go trzymać – to sposób myślenia o tym, że różni ludzie są na różnych etapach gotowości i każdy potrzebuje czegoś innego. W praktyce etapy się przenikają, ludzie wchodzą w różnych miejscach, czasem przeskakują. Ale zasada zostaje: nie traktuj wszystkich odbiorców jednakowo, bo nie wszyscy są gotowi na to samo.

Kiedy zaczniesz myśleć lejkiem, Twoje treści naturalnie się zróżnicują – część będzie przyciągać, część budować zaufanie, część sprzedawać – i razem zaczną się składać na drogę, którą człowiek może przejść od obcego do klienta. To jest różnica między social media jako tablicą przypadkowych postów a social media jako maszyną, która systematycznie zamienia uwagę w pieniądze. Nie chodzi o to, żeby manipulować ludźmi przez lejek, tylko żeby spotykać ich tam, gdzie są, i podawać im to, czego na danym etapie potrzebują. To po prostu marketing, który szanuje fakt, że zaufanie i decyzja potrzebują czasu.